Uzależnienie od alkoholu
Uzależnienie od alkoholu to jedna z najcięższych chorób, jeśli nie najcięższa, jaka może dotknąć człowieka. Jest bowiem, jak dotąd, nieuleczalna. Można z nią jednak znakomicie żyć, pod jednym tylko warunkiem - nie wziąć do ust kropli alkoholu do końca życia.
Recepta jest, zatem bardzo prosta, gorzej jednak z jej realizacją.
Uzależnienie od alkoholu to choroba, która polega na utracie lub upośledzeniu zdolności kontrolowania picia alkoholu.
Upośledzenie to niepełna utrata kontroli nad piciem i dotyczy w dużym stopniu ludzi, którzy spożywają określoną, względnie
stałą porcję alkoholu, z reguły codziennie. Odbywa się to najczęściej po wykonaniu swoich codziennych obowiązków, po pracy.
Okresowo, przy okazji spotkań czy uroczystości, wypijane są większe ilości alkoholu, po czym następuje powrót do ustalonych,
codziennych porcji. Niejednokrotnie wiąże się to z upiciem się. Taki człowiek wstaje rano, idzie do pracy, jakoś tam funkcjonuje,
trzymany jeszcze wysokim poczuciem obowiązku, a po powrocie do domu cykl się powtarza.
Utrata kontroli picia polega na tym, że taki pacjent może nie pić tygodniami, a nawet miesiącami, ale po spróbowaniu pierwszej
porcji alkoholu pije przez kilka dni lub tygodni. Mechanizm takiego picia jest w dużym stopniu związany z pojawianiem się objawów
zespołu abstynencyjnego, który pojawia się wraz ze spadkiem poziomu alkoholu we krwi. Dochodzą wtedy do głosu objawy toksycznego
działania aldehydu octowego (produkt rozpadu alkoholu etylowego) i innych trujących metabolitów, powstających w trakcie kaskady
procesów wywołanych rozkładem alkoholu.
Ponieważ alkohol ma działanie znieczulające, przyjęcie nowej dawki alkoholu łagodzi te
nieprzyjemne objawy. A są one rzeczywiście dolegliwe - lęk, niepokój, wewnętrzne rozdygotanie, drżenia i bóle mięśniowe,
bóle brzucha, wymioty, rozwolnienie, poty, kołatania serca, wzrost ciśnienia tętniczego, bezsenność, omamy wzrokowe i słuchowe
(widzenie tak zwanych "białych myszek" to najmniej przerażające doznania). Wielu pacjentów wie, że takie objawy wystąpią,
boją się ich panicznie i wolą im zapobiec. Napijają się więc na zapas, albo tuż po ich pojawieniu się. Osobom z najbliższego
otoczenia, niemającym pojęcia o istocie choroby, trudno jest zrozumieć takie postępowanie. Uważają, że leży to w kategoriach
słabej lub silnej woli. Nie rozumieją, że alkoholik musi się napić, a nie tak jak osoby nieuzależnione, może sobie odmówić wypicia
następnej porcji alkoholu. Mówią wtedy: "Ja, to jak wypiję dwa, trzy kieliszki i czuję, że mi się w głowie kołuje, to żadna siła
mnie nie zmusi do wypicia następnego. Bo ja mam silną wolę. A on to ma taką słabą wolę, że musi pić do upadłego". Pytają wówczas,
czy nie ma jakiegoś skutecznego lekarstwa, żeby tę wolę wzmocnić. Odpowiadam, że oczywiście jest - na tym właśnie polega terapia.
Ale nie jest to proces polegający na wzmocnieniu słabej woli tylko, najkrócej rzecz ujmując, na nauce życia bez alkoholu.
Niby bardzo proste, ale jak trudne do wykonania. Trudne, bo wymagające dużego wysiłku, poświęcenia czasu, a przede wszystkim chęci
do zmiany swoich postaw życiowych. Żeby można było je zmienić, trzeba najpierw dowiedzieć się, co było złe. Samemu niezmiernie trudno
jest poddać się autoanalizie, bo człowiek wobec siebie nigdy nie będzie obiektywny. Taką rolę obiektywnego "sędziego" ma spełnić
terapeuta.